niedziela, 12 października 2014

Dlaczego lekarze nie szczepią się przeciwko grypie?

Z jakich powodów czasami sami robimy co innego niż zalecamy innym?

Od dawna nurtuje mnie jako lekarza pytanie, z jakiego powodu istnieje czasem rozdwojenie między tym co robimy sami, a tym co zalecamy swoim pacjentom? Wiecie co mam na myśli. Lekarz zalecający pacjentowi rzucenie palenia jednocześnie proszący pacjenta o ogień czy medyk ze znaczną nadwagą, przekonujący pacjenta do diety i zdrowego trybu życia. Spotkałem się nawet z dowcipnym stwierdzeniem, że nikt jeszcze nie widział, by drogowskaz sam podążał w kierunku, który wskazuje. Dokładnie taka sama  sytuacja występuje czasem w przypadku szczepień przeciwko grypie. Szczepienia są jak dotąd najlepszą metodą zmniejszenia ogromnej chorobowości i śmiertelności związanej z grypą, co zapewniają przy minimalnym odsetku działań niepożądanych. Zostało to dobrze udokumentowane licznymi badaniami naukowymi. Jak to możliwe, że lekarz, który zwykle zna powyższe dane, mimo to sam nie szczepi się?
źródło

Nietykalni

Czytałem, że lekarze pytani, dlaczego nie zaszczepili się przeciwko grypie często cytują te same błędne informacje i mity, co pacjenci niemający nic wspólnego z medycyną. Nie chcą sami się szczepić, bo albo „nie chorują na grypę” albo „grypa to dla nich banalna infekcja” albo mówią, że ”szczepionki grypowe są niebezpieczne”, czy obawiają się „nieznanych, odległych skutków ubocznych”. Uważają, że grypa nie jest poważnym problemem zdrowotnym. Zwykle są przekonani, że sami nie zachorują na grypę, bo przecież „przy tym pracują” i podświadomie czują się z racji zawodu uprzywilejowani. Choroby w tym grypa, nowotwory, bakterie im nie straszne, bo dużo na ich temat wiedzą. Poznanie zmniejsza lęk towarzyszącemu niewidomej, ale czy zmniejsza ryzyko zakażenia i choroby? Czy wirusy np. takiej grypy na pewno wiedzą, że mają lekarzy traktować z szacunkiem i omijać z daleka?
Źródło

Usprawiedliwieni

W praktyce spora część lekarzy, dobrych fachowców i inteligentnych ludzi wynajduje różnorodne usprawiedliwienia, że nie potrzebują szczepień np. „stale mam kontakt z wirusami, w ten sposób zyskuję naturalną dobrą odporność na zachorowanie na grypę” albo, co słyszałem ostatnio od znajomej specjalistki chorób zakaźnych: „szczepionka zbytnio wzmocni mi wyrzut cytokin”. Niektórzy lekarze wierzą, że szczepionki mogą wywołać grypę albo powodować inne problemy zdrowotne, podobnie jak mój znajomy chirurg, który być może dla żartu twierdzi, nie wierzy w bakterie, bo ich osobiście nie widział.
Myślę, że te reakcje mają charakter emocjonalny. A na emocje i uczucia niewiele pomaga edukacja i statystyczne dowody płynące z badań naukowych. Jedynym sposobem jest przyjęcie właściwej perspektywy: uświadomienie sobie realnego zagrożenia wywołanego przez grypę. Polecam blog na temat komunikowania ryzyka, prowadzony w USA przez doktora Petera Sandmama: The Peter Sandman Risk Communication Webside - naprawdę ciekawe podejście do tego zagadnienia.
Osobiście uważam, że lekarze i pozostali pracownicy ochrony zdrowia zbyt często są sceptyczni i nieufni. Przyzwyczajeni do czasem może nachalnej promocji leków, lubią niedowierzać faktom. Też uważam, że każdy ma prawo do sceptycyzmu. Doskonale rozumiem obiekcje, które są usprawiedliwione. Może coś zmienią przemawiające do wyobraźni dane epidemiczne?

Żniwa grypy

Przykładowo w USA grypa wywołuje rocznie około 36 tysięcy zgonów, cztery razy więcej niż AIDS i zbliżoną liczbę jak rak piersi, najczęstszy nowotwór kobiet (1, 2). W Polsce choroby układu oddechowego (zapalenie płuc z gruźlicą) są przyczyną około 18 tysięcy zgonów rocznie, około dwukrotnie więcej niż rak piersi (dane GUS za 1998 rok). Grypa „hiszpanka”, która cechowała się około 2,5% śmiertelnością, przy powszechnych zachorowaniach przełożyła się na 20 do 50 milionów zgonów. W czasie pandemii w 1968 roku śmiertelność była znacznie niższa, mimo to zmarło około dwa do trzech milionów chorych na grypę (3).

Trzeba też uznać niedoskonałości szczepień. Szczepionki podobnie jak wszystkie inne leki nie są doskonałe. Nie zawsze dają odporność poszczepienną, czasem wywołują odczyny niepożądane itp. Nie na wszystkie zalecenia dysponujemy twardymi dowodami naukowymi, czasem dowody są skąpe. Jak powinniśmy reagować na najczęstsze tłumaczenia lekarzy, którzy nie szczepią się przeciwko grypie?
  • Co odpowiedzieć na deklarację w stylu „nigdy nie choruję na grypę”. Np. że, jeżeli ktoś nie choruje na typową klinicznie grypę i cały czas w sezonie grypowym czuje sie dobrze, nie oznacza to, że nie może rozprzestrzeniać wirusa grypy. Być może łagodna infekcja brana za przeziębienie była w istocie zakażeniem prawdziwym wirusem grypy o łagodnym przebiegu, które zagraża chorym o zmniejszonej odporności?
  • Albo to „boję się, że zachoruję po szczepieniu” Wystarczy zwykle stwierdzenie, że po zabitej szczepionce się nie choruje. To klasyczny, szkodliwy mit. Ewentualny, czasem obserwowany niepożądany odczyn poszczepienny jest zupełnie czymś innym niż grypa. Większość lekarzy podobnie jak większość ludzi nienawidzi igieł. To zrozumiałe. Co na to można poradzić? Nie mam dobrego pomysłu. Setka dla kurażu to chyba nie najlepszy pomysł. 
  • A co odpowiedzieć na „wywód logiczny” „ mimo szczepienia można zachorować. To, po co się szczepić?” To prawda. Szczepionka nie chroni w 100% przed zachorowaniem. Mimo szczepienia nadal można zachorować na grypę. Szczepienie pobudza do odpowiedzi układ odpornościowy, co powinno złagodzić chorobę, skrócić czas trwania i zmniejszyć zaraźliwość. 
Jeżeli gdziekolwiek na świecie pojawia się nowy, odpowiednio zaraźliwy typ wirusa grypy (np. „ptasia grypa”, „świńska grypa”), to jest pewne, że do nas dotrze. Na pewno. Pytanie tylko, kiedy. Jeżeli pracujemy w ochronie zdrowia i mamy kontakt z pacjentami, naszym etycznym obowiązkiem jest zaszczepić się przeciwko grypie. Niektórzy z naszych chorych, przychodzący do nas z nadzieją na pomoc są przewlekle chorzy, część z nich ma obniżoną odporność i grypa jest dla nich niezwykle niebezpieczna. Czy jako lekarz mam narażać ich na zwiększone ryzyko zachorowania na grypę przez zaniedbanie własnego szczepienia i przez to ryzykując przeniesienie wirusa?
Źródło

Bibliografia

1. Centers for Disease Control and Prevention. Prevention of pneumococcal disease: recommendations of the Advisory Committee on Immunization Practices (ACIP). MMWR Morb Mortal Wkly Rep 1997;46(RR-08):1–24
2. Poland GA, Tosh P, Jacobson RM. Requiring influenza vaccination for health care workers: seven truths we must accept. Vaccine, 2005, 23, 2251-55
3. Sandman PM. Pandemic Flu and Other Infectious Diseases Index. http://www.psandman.com/index-infec.htm dostęp lipiec 2010

Autor tekstu: dr Ernest Kuchar

1 komentarz:

  1. Spotkałam się z opinią, że lekarze się nie szczepią, bo są bardzo odporni na choroby i dbają o zdrowie bardziej niż inni. Jestem jednal bardziej skłonna do Twojego podejścia.

    OdpowiedzUsuń